Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Jeśli prowadzisz bloga, fanpage czy coś z tym związanego, prawdopodobnie miałeś twórczy kryzys. Jeśli nie, spokojnie, wszystko przed Tobą, bo najgorsze zawsze przychodzi niespodziewanie. Tylko nie myśl (jeśli prowadzisz bloga), że Ciebie to nie dotyczy, bo gwarantuję, że dotyczy. Kryzys złapie każdego, kto daje coś od siebie, kto świadomie podąża życiową ścieżką i czasem zastanawia się, czy to wszystko ma sens. Kryzys czasem uśpi Cię na tydzień, czasem na kilka miesięcy. Problem pojawia się, kiedy przytłacza Cię do tego stopnia, że nie widzisz sensu działać dalej.

Pojawią się myśli, że już nie warto pisać, wrzucać i ponownie zabiegać o uwagę ludzi, bo skoro już zniknąłeś, a co gorsze, nikt tego nie zauważył, to po co zaczynać od nowa? Warto, choćby dla siebie, że nie poddałeś się jak większość słabeuszy przy pierwszym uderzeniu. Lubisz być w jednym worku z najgorszymi, osobami, z którymi nikt nie chce gadać? Nie lubisz, więc się nie poddawaj.

Obowiązek

Mówi się, że najlepszy czas na pisanie postów jest zawsze, a najlepsze miejsce jest wszędzie. Nie powinno patrzeć się na wenę, słabe dni, beznadziejną pogodę, kryzys wieku średniego i kolejny okropny obiad u teściowej. Należy pisać mimo wszystko, tylko po to, aby wyrobić w sobie nawyk pisania i zacząć traktować to jako obowiązek. Nie ważne jak wiele nam przynosi to przyjemności, zawsze powinniśmy mieć mały bacik nad sobą w postaci poczucia obowiązku.

Konieczności poczucia obowiązku, a nawet zmuszania się do działania (nawet wielkiej pasji) nie zrozumie osoba, która nie chce osiągnąć sukcesu. Zawsze w takich chwilach mam przed oczami sportowców na siłowni, którzy cierpiąc, wylewają hektolitry potu, wciskają w siebie kolejne porcje jedzenia, podnoszą kolejne tony żelastwa, bo każdy z nich w głowie ma najlepszą wersję siebie.

Kiedy wyczerpie Ci się paliwo?

O kryzysie, braku weny, braku czasu, czyli sytuacjach w których nasz blog będzie świecił pustkami, warto pomyśleć wcześniej przygotowując kilka zapasowych wpisów. Proste wytrychy, które napisałeś jeszcze w czasie, kiedy posty rodziły się jeden za drugim. Być może dzięki nim uda Ci się przetrwać, być może one ponownie ruszą Cię do działania.

Chyba najgorszym przypadkiem kryzysu jest zapętlenie się we własnych treściach, czyli klasyczne wyczerpanie tematu. Jest to jeden z powodów, dlaczego z uporem maniaka odradzam nazywania blogów w stylu autostopowe podróże Kasi, gotowanie na parze Zosi itp.

Co jeśli pewnego dnia zapragniesz pisać o innej tematyce? Zastanów się, jak będzie wyglądać pisanie o podróżach mając w nazwie bloga wypieki. Pisałem o podobnych pomysłach już dawno. Nie pomylę się, jeśli powiem, że co najmniej pięćdziesiąt procent blogów zamyka się właśnie z tego powodu, kolejne czterdzieści dziewięć z powodu braku czytelników.

Jeszcze w czasie prowadzenia bloga z pełną werwą otwórz cykl, który pozwala Ci na luźne przemyślenia, niezależnie od prowadzonej tematyki. Być może nie w temacie, być może część czytelników tego nie złapie, ale będzie to nieocenione, gdy pewnego dnia spojrzysz na swojego bloga i wyda Ci się, że już wszystko na swój główny temat napisałeś. W większości przypadków będzie to kompletna nieprawda, a Ty zwyczajnie nie będziesz miał pomysłu.

Obecnym standardem blogerów za oceanem jest rynek wtórny blogowej treści. Wszystko to, co napisali rok czy dwa temu, dziś ponownie trafia do ich social media. Dlaczego? Dzięki temu czytelnik posiada nową treść. Owszem, nową, gdyż w większości przypadków Twój blog jest czytany pobieżnie, przez co wiele, nie ważne jak wartościowych i wcześniej czytanych treści przemija. Przypomnij sobie o tym, gdy dopadnie Cię blogowy zastój.

Złota trójka

Gdybym miał Ci powiedzieć trzy sposoby, dzięki którym kopniesz kryzys w tyłek, wszystkie trzy sprowadzałyby się do jednego- zmień coś. Czym są te sposoby?

Po pierwsze, jeśli za nic w świecie nie jesteś w stanie napisać nic dłuższego, skup się na krótkich treściach, idealnych na facebook/ instagram. Nierzadko trafia się moment, w którym napisanie bodaj jednej strony to szczyt możliwości, kiedy każdy temat wydaje się być trudny. Wrzuć kilka notek na facebooka, odkurz swoje wcześniej niepublikowane zdjęcia, dołóż fajny opis, nie pozwalając samemu sobie wyjść z rytmu. Kombinuj z treścią i źródłem, w którym je podajesz.

Po drugie, zacznij czytać inne blogi i książki, posłuchaj inspirującej muzyki, idź tam, gdzie dawno nie byłeś, zobacz się z kimś, kogo dawno nie widziałeś. Nie wyjdzie to w przypadku, gdy będziesz czytał to, co zawsze, słuchał tego samego, co każdego dnia. Nie zmusi Cię to do przemyśleń, nie odkryjesz nowości w swojej kuchni, gdy każdego dnia będziesz jadł kotleta z ziemniakami. Nie dowiesz się czegoś odkrywczego od osoby, którą widzisz codziennie. Nie zobaczysz nowości w miejscu, które znasz odkąd nauczyłeś się chodzić.

Po trzecie, spójrz na swojego bloga. Być może jest coś, co Cię w nim denerwuje, być może jest brzydki, jest brązowy, choć od zawsze wolisz zieleń. Wywal ten brąz do kosza, bo dziś już tylko Rysiek Rynkowski twierdzi, że dziewczyny go lubią. Zmień szablon, wygląd, układ, styl pisania, zdjęcie główne. Nie ma złotego środka i rzeczy, których nie można ruszyć. Wszystko co choć trochę Ci nie odpowiada dziś, za miesiąc może być powodem Twojego kryzysu.

Jaki sposób ja uznałem za najlepszy na blogowy kryzys? Napisanie o nim wpisu, bo nie ma idealnego tematu, aby go przełamać.