Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Bez zbędnego wstępu, zacznijmy od standardu…

Kupowanie lajków i followersów

Nie od dziś wiadomo, że blogerzy kupują lajki na Facebooku, followersów na Instagramie czy śledzących na Twitterze. Zastanów się kilka razy, zanim stwierdzisz, że ktoś musi być dobrym blogerem czy popularną osobą w social mediach, bo ma dużo śledzących.

Kupowanie jest bardzo widoczne w przypadku wielkich fanpage z bardzo małym procentem zaangażowanych (lajkujących i komentujących) osób. Dlaczego? Bo połowa z nich pochodzi z Bangladeszu, Zanzibaru i innych Chin, nie mając pojęcia o co na tej stronie chodzi. Potrzeba Ci trochę lajków? Kupuj śmiało, nawet Ci linka podrzucę klik.

Z innej strony, nie zapomnę, gdy nie tak dawno temu pojawił się blog, na którym po wejściu na post na blogu automatycznie zostawałeś fanem na Facebooku.

Organizowanie konkursów, które sami wygrywamy

Pamiętam, gdy na grupie autostopowiczów pewna blogerka kilkukrotnie wrzucała post ze swojego bloga, w którym informowała o konkursach z nagrodami. Zgadnij kto wygrywał? Oczywiście ona sama ze specjalnie stworzonego do tego konta na Facebooku i prawdopodobnie nigdy nie istniejącej osobie (bądź podstawionej).

Po co to robiła? Organizując konkurs teoretycznie zwiększała zainteresowanie czytelników, a tym samym sobie ruch na blogu i ilość komentarzy.

Organizowanie konkursu niezgodnie z regulaminem

Oczywiście nie może zabraknąć organizowania konkursów na Facebooku, niezgodnych z regulaminem, a nawet polskim prawem. Organizator, zgodnie z regulaminem Facebooka, nie ma prawa wymagać od Ciebie udostępnienia czegokolwiek na swojej tablicy czy oznaczania znajomych, aby wziąć udział w konkursie. Zastanów się, ile razy widziałeś taki konkurs. Poza tym, powinien przedstawić regulamin i jeśli postanawia losować nagrody, musi zgłosić ten fakt do Izby Celnej, gdyż podchodzi to pod ustawę o grach hazardowych.

Czy kogoś obchodzi, że łamie regulamin? Nie, bo liczy się, że robisz mu darmową reklamę.

Galeria nie twoich zdjęć

Obecnie w Internecie mamy dostępnych dziesiątki darmowych banków zdjęć, których olbrzymie bazy powodują, że jesteśmy w stanie zbudować galerię z różnych zakątków świata i różnych sytuacji bez wyjścia z domu. Oczywiście nie ma problemu, gdy wstawiamy te zdjęcie, jednak problem jest, gdy twierdzimy, że to zdjęcia autora łącząc je w galerii z innymi zrobionymi przez nas.

Zasięg bloga

Wiele osób cały czas twierdzi, że posiadanie setek tysięcy odsłon to najlepszy sposób na zarabianie kasy. Być może było tak kiedyś, jednak dziś dobrze wiadomo, że tysiąc odsłon mogę nabić sobie sam w kilka minut i kompletnie nic to nie znaczy. Co ciekawe, część niesamowicie zasięgowych blogów celowo podbija te statystyki, stosując różne tricki, chcąc być niezmiennie topowymi.

Linki afiliacyjne i nieoznaczone współprace

Obecnie prym w nieoznaczonych współpracach wiodą youtuberzy, jednak polska blogosfera nie zostaje w tyle. Zdarza się, że na blogu pojawia się tekst pisany pod konkretne zamówienie, mający konkretnie pisane hasła pod wyszukiwarki, jednak nieoznaczony jako tekst sponsorowany. Podobnie w przypadku linków afiliacyjnych, czyli takich, w których za interakcje (wejście na stronę czy kupienie) autor bloga otrzymuje od firmy zapłatę. Ty o tym nic nie wiesz, a autor zarabia na Twoich kliknięciach.

Obserwują każdy Twój ruch na Twojej stronie

Spora część blogerów (czy jakichkolwiek stron w Internecie), a już na pewno czołówka, używa narzędzi, które bardzo dokładnie kontrolują każdy Twój ruch na swojej stronie. Gdzie ruszałeś myszką, w co klikałeś, jak długo czytałeś, ile stron przeczytałeś na raz. Wszystko widoczne tak, jakbym siedząc koło Ciebie nagrywał Twój pulpit. Słyszałeś kiedyś, że jesteś kontrolowany w Internecie? Jesteś, bardziej niż myślisz.

Proszenie o udostępnianie, aby wszyscy się dowiedzieli

Znasz hasło Udostępnij, podzielmy się dobrą wiadomością dalej, pokażmy, że można spełniać marzenia! Bla bla bla W większości przypadków chodzi o jedno… zasięg posta, a tym samym więcej lajków, sławę, pieniądze i chwilę bycia na świeczniku Internetu.

Historia Internetu pokazała, że osoby, które robiły nawet szlachetne akcje (podróże) zwijały swoje zabawki, gdy okazywało się, że nie wygrały tego, co ich zdaniem mieli wygrać, zostając pokonanym przez mniej znanych. Najpierw prosili o udostępnienia dla biednych dzieci, a dzień później obrzucali wszystkich wokół, bo przecież nagroda należała się im, jak nikomu innemu.

Pisanie tekstów przez kogoś innego

Od wielu lat nie milknął głosy o tym, że Stephen King czy J. K. Rowling zatrudnia osoby, które piszą za nich książki, podczas gdy oni tylko się pod nimi podpisują. To tak zwani ghostwriterzy, których spotkasz również na polskich blogach.

Moderowanie komentarzy

Choć samo moderowanie komentarzy to nic złego (sam to robię), niewielu się do tego przyznaje, brnąc na upartego, że w pełni istnieje u nich wolność słowa. Gwarantuję… nie istnieje.

Najlepszy blog

Pisałem o tym ostatnio prześmiewczo na Facebooku. Obecnie, gdzie nie spojrzymy, mamy do czynienia z najpopularniejszymi, najlepszymi, najbardziej opiniotwórczymi i wpływowymi blogami. Tylko dziwnym trafem mamy co najmniej trzydzieści najpopularniejszych i najlepszych. Co daje bycie najlepszym? Ponownie sławę, patrzenie na niego jako profesjonalisty i większe poważanie. A może tylko napompowanie ego?

Co to oznacza dla Ciebie?

Kilka razy zastanów się, zanim nazwiesz kogoś wartościowym, dobrym i szczerym blogerem. Każdego dnia, ktoś przekracza kolejną granicę, a to, co powyżej najczęściej jest trudno zauważalne. Sam, gdybym nie zaczął się tym interesować, nigdy bym tego nie poznał i zaczął zauważać.