Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapytasz czemu amerykańskie? Powód jest banalny. Polska w dużej części podąża za trendami zza oceanu. W kwestii ubioru, sprzętu, działania mediów, prasy i wiele innych. W dużej część, niestety, jesteśmy tylko rynkiem wtórnym dla amerykańskich produkcji, nie inaczej jest również w kwestii blogów.

Polska blogosfera, (oczywiście mówiąc tu o najlepszych) od dawna patrzy na trendy, które się tam pojawiają. Wyprzedzają w Polsce to, co zza oceanem już jest normą, wrzucając to jako nowość u nas. Inni blogerzy mają świadomość nadchodzących zmian, czytelnicy w większości cieszą się z nowości, nie wiedząc kto to i co to?

Nie musisz interesować się blogosferą i blogowaniem. Wystarczy, że interesujesz się podróżami czy trendami. Nie musisz wiedzieć, kto w ogóle u nas jest w top 10 podróżniczych blogerów, czy w ogóle jakimkolwiek top. Wszystko co będę pisał poniżej dotyczy tylko blogów podróżniczych i osób z nimi związanych.

Ważne, abyś łącznie z tym co teraz czytasz, przeczytał wcześniejszy wpis 8 rzeczy, które zdziwiły mnie na amerykańskich blogach podróżniczych. Pozwoli Ci to w pełni zrozumieć tematykę. Poza tym we wpisie trochę generalizuję, jednak nie sposób rozpatrzeć wszystkich przypadków, przez które wpis byłby kilka razy dłuższy.

Zasięg

Przede wszystkim Amerykanie ze względu na język, mają łatwiej jeśli chodzi o budowanie globalnego zasięgu. Często znajdziecie opis, jaki kontynent świata stanowi procent ich czytelników.

Jak już wcześniej wspomniałem, w Polsce zasięgiem do amerykańskiego top, dorównuje tylko jeden blog – Wędrowne Motyle, co można rozpatrywać dwojako. Z jednej strony jest to osiągnięcie, co podkreślają sami autorzy, pisząc iż jest to jeden z najpopularniejszych blogów w Europie. Z drugiej jednak strony w Stanach dobrych blogów i osób wyrazistych jest teoretycznie dużo więcej, więc trudno się przebić, stać się najlepszym i największym (za takiego często uważa się Nomadic Matta). Dlatego też nie brakuje osób mających kilkadziesiąt tysięcy polubień w różnych częściach social media i po 100 tysięcy wejść na bloga.

Często blogi podróżnicze, pomimo choćby milionowych zasięgów, mają jedną wadę – brak wyrazistości osób (nie blogów). Myślę że mało jest osób, spośród dziesiątek tysięcy wejść, które czytają od deski do deski całego bloga. Oczekują nowych wpisów, sugerując się i żywo dyskutując. Nie wchodzą na bloga, bo liczą się, ze zdaniem blogera, jest on dla nich pewnego rodzaju wyznacznikiem. Duża część wejść to wejścia z wyszukiwarki, które owszem wyglądają pięknie, ale…

5 sposobów na zwiedzanie Stambułu, Nowy Jork na weekend czy Barcelona w 48h to wpisy poradnikowe, ale przede wszystkim wyszukiwarkowe, czyli wejścia osób, które wchodzą po konkretną informację, czytają i zazwyczaj nigdy sami z siebie nie wracają.

Moim zdaniem w przypadku amerykańskich blogów, skala jest jeszcze większa. Jak w takich przypadkach wytłumaczyć, że blog z Kanady czytają ludzie z Australii czy Wysp Brytyjskich. Tysiące wejść z wyszukiwarek, prawie nigdy nie przekładające się na wpływowość bloga, chyba że współpracuje z marką globalną.

Problemem, z którym moim zdaniem borykają się amerykańscy blogerzy, którzy idą w zasięgi globalne jest…

Inny standard

Z zasięgiem globalnym nie jest jednak tak pięknie, jakby się mogło wydawać. Nomadic Matt, tamtejsza podróżnicza gwiazda, wydał książkę Jak podróżować po świecie za 50$ dziennie. Zainteresowałaby Cię ta książka?

Mnie raczej nie. Czy mówiąc o podróży za 200 zł dziennie czy 50 euro, cały czas mówimy w Polsce czy w ogóle tej części Europy o tanim podróżowaniu? Nie bardzo. O ile takie koszta, może mają swoje pokrycie w Stanach i kilku innych krajach jak Japonia, Australia czy Singapur, nie do końca ma to swoje zastosowanie w naszych realiach.

W Polsce Matt promując swojego bloga, przy założeniu takich kosztów, raczej nie wybiłby się jako niskobudżetowy podróżnik. Oczywiście nie chcę mu umniejszać, bo ma masę wartościowych porad i świetnych podróży. Poza tym trzeba pamiętać, iż niektórzy liczą nocleg w hostelach, a inni w namiocie. To samo tyczy się gotowania samemu, a kupowania w knajpach. Wszystko zależy od definicji słowa niskobudżetowy.

U nas Misza z Autostopem na koniec świata za 200 zł przejechał w miesiąc Rosję, Faza z Przez świat na Fazie, pieniędzy chyba w ogóle nie widział, tak samo Mateusz Andrusiak z Podróży za jeden uśmiech. Z resztą ekipa z Busem przez Świat udowodniła, że za 8$ da radę podróżować po Stanach. Poza tym znam przypadek podróży autostopem przez 3 miesiące po Kanadzie za 1500 zł.

Wniosek jest prosty, książki tego typu nie są na nasze realia. To samo tyczy się, rzekłbym, połowy tamtejszej blogosfery. Ich niskobudżetowe podróże mają się nijak do tego, co robią Polacy, pokazując że można podróżować naprawdę tanio. Nie rozpatrywałbym jednak tego jako polskie cebulactwo, a raczej jako Polak potrafi.

Przykład nie jest odosobniony. Alex in Wanderland, blog nie do końca niskobudżetowy, lecz wpisujący się w te kanony, zgarniający nawet 150 tysięcy wejść miesięcznie, opisuje swój wypad na Burning Mana, czyli jednego z najciekawszych festiwali muzycznych na świecie. Gdybym miał porównać, jest to Woodstock przeniesiony na pustynię w klimat Mad Maxa. Wszystkich zainteresowany polecam poszukać w Internecie, bo informacji jest pełno, a festiwal to bajka.

Koszt wyjazdu? 1500 $ czyli prawie 6000 zł za kilka dni zabawy, pamiętając iż autorka mieszka w Nowym Jorku, a festiwal jest w USA. Niskobudżetowo, to na pewno nie jest.

Polak wcale nie ma gorzej

Przykłady można mnożyć, jednak wniosek jest jeden. Polakom, z racji innego budżetu, przy mocnym zawzięciu, łatwiej jest niż kolegom zza oceanu wybić się na skalę międzynarodową. To, co za oceanem jest tanie, dla nas może być drogie i nie oznaczać już tanich podróży, dlatego też nie zainteresuje mieszkańców Bałkan, wschodniej Europy, biednych krajów Azjatyckich i bliskiego wschodu.

Poza tym, dużo łatwiej jest pokazać drogę z krajów mniej odwiedzanych przed podróżników alternatywnych do krajów obleganych. Opiszę to na przykładzie Busem przez Świat.

Swego czasu w książce Karol Lewandowski opisał cały proces transportu auta to Stanów i wszelkie kwestie papierkowe, które pozwalają tam nim podróżować. Opisanie tego po angielsku z szerszej perspektywy, nie Polaka, a Europejczyka, który chce przetransportować auto na różne kontynenty, otwiera worek z zasięgiem na całą Europę. Odpowiednie wypozycjonowanie, konkretne informacje, dobre zdjęcia i zasięg spoza granic gotowy.

Mała wiara, duże możliwości

W Polsce projekty angażujące międzynarodowe środowisko w ostatnim czasie spotkałem dwa: Podróżnickich z Telefonem dookoła świata i Postcard from Europe Przemka Skokowskiego. Tak jak wspomniałem, problemem jest przede wszystkim język. Nie tyle umiejętność posługiwania się nim, bo myślę, że w środowisku podróżniczym nie jest to problemem, co myślenie w tym języku. Przetłumaczenie posta na angielski nie zawsze przekaże sens, żart i puentę w odpowiedni sposób. Ja sam części swoich wpisów nie potrafiłbym przerobić na angielski w taki sposób, aby ich wydźwięk był taki sam.

Kilka blogów w różnym czasie pokusiło się o tłumaczenie na angielski, zarówno całych blogów czy pojedynczych projektów, w tym dwie powyższe akcje. Większość z nich nie przetrwała długo, bądź robi to na tyle nieregularnie, że nie ma mowy o budowaniu czegoś większego.

Warto odnotować, że w całej blogosferze, bardzo mało jest wpływowych i zasięgowo międzynarodowych polskich blogów. Moim zdaniem, podróżnicze powinny mieć w tej kwestii najłatwiej. Znaczna większość mówi o podróżach za granicę, które nie tylko interesują Polaków, ale również Węgrów czy Słowaków, którzy chcieliby tanio podróżować po Tajlandii czy Nowym Jorku.

Trzeba też zauważyć, że raczej mało kto w poradnikach czy szukaniu tanich lotów, podaje jak przylecieć do własnego kraju. Pomyśl więc, jaki jest odsetek Amerykanów, którzy chcą przyjechać do Polski, czy ogólnie do Europy, a jaka jest tendencja w drugą stronę? Poza tym, który Amerykanin potrzebuje poradnika taniego podróżowania po Polsce, Mongolii czy Rosji, skoro jakkolwiek by nie podróżowali i tak będą to dla nich kraje zadziwiająco tanie.

Komercjalizacja

Mówiłem już, że w Stanach blogosfera jest o wiele bardziej rozwinięta? Jeśli nie, to mówię teraz. W Polsce, choć zdarzają się współprace komercyjne różnych blogerów, nikt nie mówi głośno, że założył bloga, aby robić z tego biznes. Za oceanem mówi się wprost jak zrobić, aby podróżować za darmo dzięki pieniądzom ze współpracy. Szkolenia z tego jak robić jeszcze większy biznes? Zapomnij, ale tylko u nas.

Za oceanem, nie ma w tym nic dziwnego. Magia niektórych amerykańskich blogów tkwi w szkoleniach, skierowanych tylko dla blogerów podróżniczych, którzy chcą zbudować z tego mówiąc wprost biznes.

Cytuję:

27 Travel Blogging Lessons, Grouped in 6 Modules:

1. Building a Foundation – Picking a domain, web hosting, SEO

2. Creating Content – Writing for the web, photography, intro to video blogging

3. Developing Traffic – Metrics, social media, guest posts

4. Strategies for the Road – How to blog while traveling, mobile technology

5. Making Money – Email lists, advertising, product creation and launches

6. Building a Business – Networking, press trips, being a digital nomad

travelblogsuccess.com

Jakby tego było mało, możemy spotkać się ze Stowarzyszeniem profesjonalnych blogerów podróżniczych. Plusy? Wspólna promocja, dostęp do aplikacji, motywów i  uwielbiane dary losu. W Polsce istnieje Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów.

tv

Jeśli przyjrzysz się dokładnie Amerykanom zauważysz, że korzystając ze swojego globalnego zasięgu współpracują z firmami odwiedzanych krajów, nawet tych z innego kontynentu. Dla przykładu: w Tajlandii istnieje znana marka hotel X, w której wcześniej ustalając warunki, zatrzymuje się bloger, robi zdjęcia, relacje, snapy, twitty i całą resztę otoczki. Zgadzają się fundusze za współpracę, już nie mówiąc o darmowym noclegu. Czy to się marce opłaca, nie mnie oceniać.

W Polsce również trafiają się akcje tego typu, jednak zazwyczaj są na mniejszą skalę. Większe akcje, gdzie bloger wyjeżdża za granicę w ramach współpracy najczęściej nie dotyczą blogów podróżniczych a lifestylowych. Myślę, że głównym tego powodem jest właśnie poradnikowy styl blogów. Oczywiście poradnikowy, nie oznacza smutnego wypisywania najważniejszych potrzebnych rzeczy a czyste przekazywanie informacji, nie emocji i przeżyć.

Co na to Polacy?

W Polsce największych blogów podróżniczych jest maksymalnie dziesięć. Wpływowych, patrząc na coroczny ranking Tomka Tomczyka, są tylko trzy: Podróżniccy, Wędrowne Motyle (w mniejszym stopniu), a ostatnio wybijającym się na czele Taste Away.

To nie prawda, że Polacy mają gorszy start, mniejsze szanse i z góry skazani są na porażkę. Nie prawdą jest też, że wszystko w blogach podróżniczych już było, bo blogi podróżnicze to nie tylko kilka utartych schematów. Każdy musi znaleźć swoje miejsce i odpowiedzieć sobie do jakiego miejsca chce dojść. Powyższy opis to krótka i niedoskonała próba zebrania kilku informacji, mając na celu spojrzenie to dwa blogerskie światy. Moim zdaniem nie jesteśmy gorsi, jesteśmy na chwilę obecną mniejsi od tego co dzieje się za oceanem. Mniejsi jeśli chodzi o odwagę, ekstrawagancję i nietypowe podejście, ale to się już niedługo zmieni.