Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Sierpień 2016. Jukon, północno zachodnia Kanada, wracamy z Alaski.Rejon świata, gdzie statystycznie w okolicy spotkamy więcej dzikich zwierząt niż ludzi. Podróżujemy jedną, jedyną drogą w tej okolicy, poza nią, nie ma nic, góry i lasy. Zatrzymuje się starszy mężczyzna z dorosłą już córką. Jadą do Whitehorse, gdzie ona ma samolot. Mężczyzna mówi bardzo niezrozumiałym angielskim, jednak myśleliśmy, że to lokalny dialekt w połączeniu z wiekiem starszego Pana daje niezłą łamigłówkę słowną. Pewnie bylibyśmy w takim przeświadczeniu jeszcze długo, gdyby mężczyzna po rozmowie z nami nie przeszedł na płynny niemiecki w rozmowie z córką. To byli oni, Niemcy.

Gdy jechaliśmy na Alaskę, chłopak w naszym wieku podwożący nas do Whitehorse również był Niemcem, a dziewczyną, która łapała stopa w przeciwnym kierunku, była z pochodzenia… sam wiesz kim.

Sierpień 2015, Gruzja. W Gruzji ruszamy do Mestii, małej wioski w górach, do której prowadzi jedna droga. Początkowo idzie nam sprawnie, jednak z czasem na dłużej utykamy w malutkiej wiosce pośród niczego. Mija dłuższa chwila zanim ktoś przyjeżdża i o dziwo sam proponuje nam transport. Od razu było widać, że to turyści, Austriacy. Niemców spotykamy dopiero na miejscu, rozmawiających z właścicielem pokoi do wynajęcia, który od ich natłoku nauczył się płynnie mówić w ich języku.

Oszukać przeznaczenie

Gdziekolwiek się nie pojawiam, oni tam są, Niemieccy turyści. Mogę ich nie widzieć, mogę nawet o nich nie pomyśleć, ale oni gdzieś w oddali już czyhają. Początkowo gdy podróżowałem, nie zwracałem na to uwagi, w końcu, pełno jest turystów wszelakiej maści, więc w czym niby mają się wyróżniać akurat Niemcy? Z czasem gdy podczas jednego, dłuższego wyjazdu odwiedziłem więcej państw, a co za tym idzie miast i stolic zauważyłem, że gdzie się tylko nie obrócę słyszę język niemiecki. Zaraz za tym, gdy tylko się odwracam wyłania się widok pani, zazwyczaj po pięćdziesiątce, z aparatem na szyi, sandałami z skarpetami, kijkami trekkingowymi i dialogiem w postaci:

-Oooo guten buten, naturlich keszme w meszke!

-Ja, ja, JA JAJAJJA!!

-Naturlich JAJAJJajajaJAJa!!1!

W końcu zacząłem się zastanawiać….

Dlaczego widać Niemców, a nie widać Polaków?

Polacy podróżują zazwyczaj będąc młodymi studentami. Podbijają świat, zwiedzają dzikie kraje, przeżywając szalone przygody. Podróżujemy wtedy, kiedy mamy nadmiar czasu, ale nie mamy pieniędzy, więc śpimy w krzakach albo tanich hostelach na uboczu, podróżując za pół darmo. Im starsi, tym mniej mamy na to czasu oraz mniej ochoty na aktywny wypoczynek bo zmęczeni pracą i obowiązkami zasiadamy na fotelu przed telewizorem. Wybieramy coś na miejscu, aby nie musieć się  przemęczać. Jeździmy tam, gdzie nas nie widać bo zamiast drogich stolic, wybieramy boczne, mniejsze miejscowości bądź sztandarowe all inclusive Egipt i Tunezja.

Niemcy podróżują kiedy mają czas i mają pieniądze, ale nie mają ochoty na podbijanie świata. Zamiast skakać na bungee wybierają się całymi stadami do Rzymu, aby na równi z Chińczykami robić zdjęcia każdego napotkanego kwiatka. Są widoczni bo nie mają siły na zdobywanie szczytów i na tyle bogaci, aby windą zdobyć ostatnie piętro wieżowców w Dubaju.

Teraz po kilku latach podróżowania, z miną Johna Travolty z Pulp Fiction już pierwszego dnia dziwie się, że jeszcze nie usłyszałem moich ulubieńców. Jak to jest, że niezależnie gdzie się pojawię, spotykam niemieckich turystów, którzy jak za karę będą na tyle mili, że swoim aksamitnym językiem zechcą nawiązać ze mną dialog. Jak to jest, że nie spotykam tabunów opalonych Brazylijek czy blondwłosych Norweżek. Wreszcie czy jest ze mną, aż tak źle, że jeżdżę na wakacje tam gdzie niemieccy emeryci? Kwestie, których jeszcze nie udało mi się rozwiązać.