Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

koło podbiegunowe.

Skandynawię pierwszy raz poznałem w 2014 roku i po kilku tygodniach podróży wiedziałem, że będę chciał tu wrócić. Dzika natura, puste przestrzenie i surowy klimat spowodowały, że choć nie dawałem sobie terminu, postanowiłem że następnym razem muszę tę krainę poznać lepiej.

Cisza

Gdy rok temu wyruszałem na Alaskę, przyświecał mi cel, na którego realizację dałem sobie kilka lat (więcej we wpisie Dlaczego wybrałem Alaskę?).  Po powrocie z niej większość osób z mojego otoczenia myślała, że teraz czekają mnie Australie, Singapury i Chile. Wszystko co najdalsze, najbardziej niesamowite i być może hardcorowe. Jednak prawda jest taka, że nie mam potrzeby, aby z roku na rok podwyższać poprzeczki. Nie muszę podkręcać tempa, o czym pisałem już dawno w tym wpisie.

Każdy wyjazd jest dla mnie. Nie szukam poklasku, zachwytu osób, które nie podróżują, bo przecież jesteś taki super, spełniasz swoje marzenia, odwiedziłeś tyle krajów, WOW ziomek. Każdą podróż muszę czuć, muszę wiedzieć, że kierunek, który obrałem to ten, który był przypisany na ten rok. Nie taki, który wybrałem, bo gdzieś czułem presję. Dla mnie to kolejny etap, choć nie zawsze trudniejszy, ale wiem, że da mi kolejną ważną lekcję. Nie mam potrzeby i nie widzę sensu w wyjeżdżaniu na dalekie wyprawy tylko po to, aby zaimponować innym. Nie jeżdżę w dane miejsce, aby uzupełnić nim bloga i zapełnić niszę, choć wiem, że tacy również się zdarzają.

O żadnym wyjeździe wcześniej nie opowiadam. Nikomu. Praktycznie do samego końca przygotowań nie zdradzam kierunku swojej podróży, nie chwalę się po social mediach przygotowaniami i nie zalewam zdjęciami z kolejnych kupowanych rzeczy. Uważam, że to sama podróż i powinna (jeśli ma w ogóle to robić) przemawiać, bo z każdej, nawet małej wycieczki można zrobić spore marketingowe przedsięwzięcie, jednak mało która okazuje się w rzeczywistości wartą opowieści. Zamiast pompować balonik, lepiej pokazać go, gdy rzeczywiście  będzie w pełnej krasie.

No dobra, ale pewnie pomyślisz…

Gdzie właściwie jadę?

Na początku sierpnia ruszam początkowo busem, a następnie autostopem w stronę koła podbiegunowego, aby po ponad 2000 km dotrzeć do Kautokeino, małej miejscowości na dalekiej północy Finlandii. Tam rozpoczyna się właściwa część podróży. Przede mną ponad miesiąc marszu pośród skandynawskich gór, jezior, lasów i łąk na Szlaku Arktycznym nazywanym również Nordkalottruta. Liczący około 800 km szlak przedziera się przez kompletnie puste i odludnione regiony Finlandii, Szwecji i Norwegii (granica tych krajów jest przekraczana 15 razy). Gdy zapytasz mnie dlaczego ze wszystkich krajów świata wybrałem akurat ten kierunek, odpowiem jednym zdjęciem…

Kładziesz się spać i budzisz patrząc na zatopione w wodzie góry. Na surowy, skandynawski klimat, drewniane chatki, rybaków i ludzi ubranych w ciepłe wełniane swetry. To coś, co przyciąga mnie bardziej niż każdy rozkrzyczany i przeludniony region Azji i wypalające słońce Afryki.

Szlak Arktyczny to nie przelewki, bo choć nie jest ekstremalnym przejściem, na trasie wielokrotnie przekracza się rzeki, a sama jego lokalizacja powoduje, że przez wiele dni można nie spotkać innego człowieka. Gdy dołożymy do tego konieczność zabrania sporego zapasu żywności, spanie w namiocie na łonie natury, wśród wolnożyjących stad reniferów i jakikolwiek brak udogodnień, zaczyna się robić ciekawie.

O samym szlaku w polskim internecie nie przeczytasz zbyt wiele, aby nie powiedzieć, że nie dowiesz się praktycznie niczego. To kolejna ciekawostka dotycząca samego przejścia, które w mojej dotychczasowej wyjazdowej karierze będzie pierwszym pieszym przejściem długodystansowym. Nigdy wcześniej nie mierzyłem się z tak dużą odległością, ale to dobrze.

Choć blog powstał po podróży autostopowej, co kilka lat lubię zmieniać całkowicie sposób podróżowania. Być może ta podróż będzie rozpoczęciem nowego podróżniczego rozdziału, kto wie? Pamiętam jak kiedyś w blogowej ankiecie ktoś napisał fajny blog, szkoda tylko, że tak mało piszesz dla piechurów.  

Prawdopodobnie z racji niedostępności do sieci, w czasie wyjazdu na blogu będzie się trochę mniej działo (sierpień/ wrzesień). Nie mniej jednak, przygotowałem kilka ciekawych postów.