Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Mała, głośna wioska gdzieś na końcu Rumuni. Vama Veche od wielu lat ma łatkę hipisowskiej wioski nad Morzem Czarnym. Z racji, iż miałem do niej po drodze jadąc do Turcji, postanowiłem przyjrzeć się bliżej, temu jakże legendarnemu miejscu.

Na temat Vama Veche rozmawiałem z kilkoma lokalsami, wszyscy zgodnie twierdzili, że to miejsce było świetne… kilka lat temu, zanim stało się popularne. Obecnie można znaleźć wiele innych, mniej zatłoczonych i brudnych miejsc np. miejscowość Neptun. Dla mnie hipisowskie klimaty to Beneficio i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Wioska z zasadami, swoją kulturą i otwartymi ludźmi. Otwartymi nie dlatego, że mają w sobie kilka mocno procentowych trunków i przyjechali balangować całymi dniami. Vama Veche to całkowicie inny biegun wszystkiego co hipisowskie. Miejsce na pewno spodoba się imprezowiczom. Coś pomiędzy Ibizą dla ubogich bądź Polaków znudzonych Mielnem.

P1080044

Wioska i plaża

Nie jestem typem imprezowicza a już na pewno plażowego, który do białego rana wyje do księżyca sącząc drinki. Wioska od kilku lat przeżywa oblężenie, co widać gołym okiem. Warto nadmienić, iż jest to jedna, mająca ponad kilometr długości główna ulica i kilka pomniejszych prowadzących do plaży. Zanim zdążysz się rozpędzić wioska już się skończy, a gdybyś przypadkiem jej nie zauważył to wylądujesz na przejściu granicznym z Bułgarią. Na plaży porozkładana jest sporo namiotów, podzielonych na dwie strefy. Pierwsza, główna znajdująca się w centrum plaży jest dla mas i jest prawdopodobnie płatna (choć tutaj może być różnie).Mamy na niej do dyspozycji parasole, leżaki, kresła i kilka innych drobiazgów. Najczęściej używana przez osoby przebywające tam na krótko, chcące być w centrum akcji. W sezonie znalezienie miejsca, oczywiście jest sporym wyzwaniem.

P1080041P1080015 P1080016

P1080020

P1080045

Druga, znajdująca się na północnym końcu, jest „hippie”, czyli dla ludzi chcących pomieszkać tam dłużej, bądź preferujących choć minimum spokoju.

P1080025 P1080027

Ważną zasadą, która wyróżnia plaże, jest brak krępacji nagością. Nie będzie dla nikogo zdziwieniem, gdy ktoś, niezależnie od wieku  i płci, postanowi pochodzić całkowicie nago po plaży czy się pokąpać. Przy czym większość golasów znaleźć można w okolicach północnej części plaży.

Pierwsze co rzuca się w oczy w wiosce to niedokończone bądź rozwalające się i porzucone budynki, najczęściej w trakcie budowy. Drugie to zaparkowane auta, które w sezonie poupychane są w każdym możliwym miejscu. Trzecie to namioty, które można znaleźć wszędzie. Na parkingu przy autach, gdzieś w oddali w krzakach, pod ogrodzeniem hotelu czy na plaży.

W wiosce macie do dyspozycji sporą ilość hosteli a nawet hoteli z własnymi basenami, o sklepach czy barach nie wspominając. Podczas mojego pobytu muzyka grała 24 godziny na dobę, niekończąca się impreza, która stawia nie małe wyzwanie dla chcących się choć trochę wyspać. Namiot rozbiłem na samym końcu plaży w kierunku południowym, co nie zmieniało faktu, iż głośna muzyka budziła mnie w nocy kilkukrotnie.

Nie spodziewajcie się ratowników czy osób sprzątających teren. Za kurtyną imprezowego miejsca, kryje się niestety standardowy dla tego kraju śmietnik, zarówno na ulicach jak i w wodzie.

P1080031

Ludzie

Na ulicach spotkacie dwie grupy ludzi. Pierwsza to zbieranina osobowości i wszelakiej maści hippie, punk i metal. Rzekłbym mini woodstock.Wielu z nich sprzedaje swoje wytwory czy usługi np. wplatanie kolorowych sznurków we włosy bądź zwyczajnie żebrze o kase (patrz na wędkarza ze zdjęcia). Charakterystyczny wygląd i styl bycia powoduje, że pomimo, iż są w mniejszości na pewno (przynajmniej na uliczkach) zostaną zauważeni. Druga grupa to dużo bardziej liczna grupa niczym nie wyróżniajacych się turystów i imprezowiczów, wśród których bez problemów znajdziecie Polaków. Większość z nich całymi dniami leży na plaży bądź siedzi w jednej z pobliskich knajpek. Pomimo tego, nie widać na ulicach osób mocno pijanych bądź pod wpływem narkotyków. Nikogo też, nie powinno  dziwić picie alkoholu w miejscu publicznym czy obściskujące się nagie pary.

P1080038P1080029

Całokształt

Zastanawia mnie zachwyt nad tym miejscem i jego popularność. Być może jest to spowodowane lokalizacją Vama, która wokół siebie poza szczerymi polami nie ma nic. Być może jego imprezowa i pseudo hipisowska (tak wiem, nadużywam tego słowa) atmosfera. Tak naprawdę sama miejscowość nie ma nic szczególnego, czego nie ma w innych, niekoniecznie rumuńskich, nadmorskich wioskach. Gdybym miał jechać tylko i wyłącznie do tego miejsca, to byłbym szczerze zawiedziony spędzonymi kilkoma dniami w trasie.

Pomimo, iż nigdy wcześniej tam nie byłem, mam wrażenie, że to miejsce nie przypomina tego, czym było kiedyś. Obrosło dobrą legendą, która przez wiele lat niezmieniona została do dziś. Z miejsca znanego, ze spotkań ludzi żyjących alternatywnie, stało się typowo imprezową plażą, z non stop łupiącą muzyką. Słyszałem o nim wiele, że jest miejscem, które jest w pewien sposób autonomiczne od reszty kraju, żyje własnym życiem, jest niezwykle pozytywne a przede wszystkim inne. Nawet jeśli tak jest, to nie w pozytywnym ujęciu. Nie widzę sensu, abym kiedykolwiek się tam pojawił.