Tim Teller
Opowiadam, dlaczego podróż to dopiero początek. Na blogu odnajdziesz porady na temat podróżowania, blogowania podróżniczego i profesjonalizacji podróży.
Zapisz się do newslettera

Tim Teller 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Większość początkujących autostopowiczów często nie zdaje sobie sprawy ze swoich błędów. Nigdy się nad nimi nie zastanawiali, w końcu nie ma takiej potrzeby, przecież autostop to wystawienie kciuka i jazda przed siebie. Łatwiej jest powiedzieć po kilku dniach, że to chyba nie działa tak jak powinno, bo przecież to na pewno nie Twoja wina. A może jest wręcz odwrotnie? Może porażkę lepiej zacząć rozpatrywać od siebie? Oto kilka nieoczywistych błędów osób, które pierwszy raz mierzą się z autostopową podróżą.

Wstyd

Pierwszy i częstszy u kobiet niż mężczyzn, to wstyd w staniu przy drodze i wystawianiu kciuka. Trochę to dziwne, w końcu jadąc autostopem nie sposób tego uniknąć. Jednak teoria i praktyka często rozmijają się już na samym początku, kiedy czujemy się zażenowani, że wystawiając kciuka wystawiamy się na czyjąś łaskę i prosimy go o pomoc. Z jednej strony słyszałaś, że autostop jest świetny i wszyscy nim jeżdżą, tylko czemu on nie łapie się sam?

Błędem z tym związanym jest wystawianie kciuka w taki sposób, że nie wiadomo do końca o co chodzi. Niestety, podróże tego typu nie są stworzone dla ludzi nieśmiałych, którzy liczą, że podniesienie ręki o dziesięć centymetrów rozwiąże sytuację. Gdy porównacie sobie początkujących i doświadczonych zobaczycie, jaka energia bije z samej postawy i sposobu łapania tych drugich, nawet jeśli łapią nogą. Nie licz na to, jeśli dopiero zaczynasz.

Często niedoświadczeni łapią postawą mówiąca mi jako kierowcy o takiej osobie łapię stopa na 50 % bo się trochę boję, więc sobie postoję, rozejrzę się trochę, a później powiem, że autostop jest nie dla mnie, bo nikt się nie zatrzymuje. To ważne, aby w sposób widoczny, świadomy i konkretny wystawiać rękę, pokazywać Twoje zamiary, nie jak pipka, która sama nie wie czego chce, jest zmęczona życiem i takiej samej osoby pewnie szuka. Robisz coś dobrze, albo zostaw to innym.

Wstyd to też brak kontaktu wzrokowego z kierowcami. Prawie każdej początkującej osobie trudno jest zrozumieć, że patrzenie się na kierowców wiele wyjaśnia i powoduje, że czekania na tego jedynego jest mniej monotonne. Kierowcy często pokazują gdzie jadą, ile jadą, uśmiechają się, bądź pokazują jakimi są burakami. Nie mniej jednak, nawiązanie kontaktu wzrokowego jest ważne, również dla powodzenia w łapaniu. 

Jazda z nieodpowiednią osobą

Jadąc w nierównej parze, osoby doświadczonej i niedoświadczonej, większość działań przejmuje na siebie ta pierwsza. Wyręcza w pozornie prostych czynnościach, które drugiej osobie mogą nie przychodzić wcale tak lekko. Niektórzy nie zdają sobie sprawę, że krzywdzą tym samym drugie osoby, które zawsze będą chciały jeździć z kimś, bo tak po prostu jest łatwiej. Jak ważne jest, aby zamiast obserwatora i wiecznego ucznia, mieć przy sobie partnera.

Zwróć uwagę, że podróżując w parze, najczęściej odzywa się tylko jedna osoba, ta siedząca przy kierowcy. Druga zwyczajnie nie musi, więc tego nie robi. Nie uczy się kontaktu z ludźmi, otwartości, umiejętności dogadywania się pomimo językowych barier. To wszystko sprawia, że osoba wstydliwa i mająca z tym problem, nigdy nie przełamie się w pełni, bo zawsze będzie ktoś, kto wyręczy.

Słomiany zapał

Dla niektórych łapanie stopa to jak hambuger w Mc Donaldzie, pięć minut i gotowy, najlepiej to jeszcze frytki do tego. Ile się naczytałem i nasłuchałem miejskich legend w stylu moja koleżanka chciała podróżować na stopa, przygotowała sprzęt, wybrała miejsce, po czym czekała parę godzin i nic, w końcu zapłakana wróciła do domu. Ludzie w ogóle nie biorą, autostop już nie istnieje.

Gdzie stała, z kim, w jaki sposób? Tego nikogo nie interesuje, powinna stanąć i zaraz ktoś zabiera, jak w automacie. Szkoda mi biedaków, którzy nasłuchali się, że pewien kraj to raj, gdzie nic innego nie robią, tylko czekają, żeby kogoś zabrać. Stoją ze spuszczonymi głowami i płaczą na facebooku, bo nie idzie po ich myśli. Właściwie po myśli innych ludzi, oni tylko wzięli to, co ktoś podał na tacy, myśląc że zawsze i wszędzie działa to tak samo. Chwilę się nie udaje, nie wszystko jest takie piękne, więc trzeba wracać do domu.

Osobiście wyróżniam siedem etapów łapania stopa:

1.To nie Ty łapiesz stopa, to stop łapie Ciebie. Nie zdążysz nawet się zastanowić dokąd jedziesz, a już masz podwózkę.

2. Do złapania stopa wystarczy wystawiony kciuk i kilka minut stania przy drodze. Możesz być ubrany w cokolwiek i wyglądać na mocno przykurzonego podróżą.

3. Do kciuka dorzucasz uśmiech lepszy niż osoby reklamującej pastę do zębów, ładny ubiór i brak okularów. Kilkanaście minut i jesteś w trasie.

4. Punkt trzeci uzupełniasz o tabliczkę z miejscowością i w sporadycznych przypadkach śmieszne nakrycie głowy.

5. Jeśli uśmiech, dobry ubiór, nakrycie głowy i tabliczka nie pomagają, dorzucasz położoną na plecaku flagę swojego kraju.

6. Wymachujesz flagą jak nawiedzony. Tańczysz, śpiewasz i rysujesz, jesteś bliski założenia fundacji Autostopowiczów Pokrzywdzonych przez Los. Każde spojrzenie kierowcy w Twoją stronę staje się wydarzeniem na miarę złapania na stopa samolotu. Kilka godzin i mówiąc o cudzie, wsiadasz do auta.

7. To koniec. Nie pomaga machanie tachografem, flagą, pustą butelką, płacz, super uśmiech, klękanie przy drodze i cycki na wierzchu. Możesz być prezydentem i tak nikt Cię nie weźmie. Prawdopodobnie stoisz w lesie i próbujesz osiodłać niedźwiedzia, ewentualnie na pierwszego stopa wybrałeś Hiszpanię, myśląc że będzie faaaajnie. Wracaj do domu, zanim do końca zwątpisz w siebie i ludzi.

Jeśli przeszedłeś wszystkie 7 i nadal nic Ci się nie udało złapać, to wiedz, że coś jest nie tak. Nadal nie możesz powiedzieć, że to niemożliwe, ale przynajmniej aktywnie próbowałeś.

Złe nastawienie

Jeszcze gorsze jest złe nastawienie na cały wyjazd. Uświadommy sobie kilka spraw. Po pierwsze trzeba chodzić, często bardzo dużo, w słońcu czy niepogodzie. Nie wszędzie dostaniesz się na stopa, nie wszędzie gdzie się dostaniesz, możesz złapać kogoś następnego. Często wywieziony na zadupie, musisz radzić sobie sam, nie znając miasta, języka i nie mając mapy.

Po drugie, musisz czekać. Czasem parę minut, czasem parę godzin. Mądry Polak po szkodzie zaczyna o tym myśleć po pierwszej godzinie bezproduktywnego stania na drodze. Mało kto za pierwszym razem zabiera rzeczy na nudne chwile, podczas których nic się nie dzieje. Być może będzie to cały dzień w deszczu, być może cały dzień monotonnej jazdy, choroba czy czekanie przy drodze przez kolejne godziny.

Po trzecie, jeśli coś wsadziłeś do plecaka, nie ma cudów, nie zniknie. Musisz to nosić przez 24/7 na plecach. Szybko odechce Ci się zwiedzania i ruszania się gdziekolwiek, gdy z nieba leje się żar, a Ty w plecaku dorzuciłeś jeszcze 3 koszulki i suszarkę, bo znalazło się jeszcze trochę miejsca.

Cały czas próbuję rozszyfrować osoby, które podróżują z wypchanymi 80 litrowymi plecakami i drugimi mniejszymi z przodu, idąc obładowanym bardziej niż górski szerpa. Co oni tam mają, czego nie mam ja? Czego mogą chcieć i może być im potrzeba więcej, niż mi przez dwa miesiące za granicą? Być może ktoś z Was mi wyjaśni.

Płacz

Spontan, spontan imprezka ziomeczki!!! Wszyscy jeżdżą na stopa, to ja też pojadę!!!

Bez wiedzy gdzie najlepiej stać i jak łapać, jak poradzić sobie w kryzysowej sytuacji, licząc na dwadzieścia aplikacji na telefonie? O autostopie z Facebookiem już pisałem dawno, więc nie będę tego tematu rozwijał tutaj, warto sobie ten wpis przypomnieć.

Niestety rośnie pokolenie mięczaków, dla których podróże rozpoczynają się od zainstalowania aplikacji i polubienia kilku fanpage. Dla większości, na tym powinny się one zakończyć. Błędem jest nieprzestawienie się na tryb wycieczki, wyprawy, czy po prostu życia w drodze. Nie przekraczają oni progu, nie zostawiają wszystkiego za sobą. Dalej chcą jeść jak francuski piesek na francuskiej ziemi, tylko straszniej wyglądają francuskie ceny. Paniusie i panicze zapominają, że niskobudżetowe podróże, nie są i nie będą najwyższych lotów i najlepszego komfortu.

Kiedy będziesz idealny?

Nigdy, nawet jeśli będziesz miał kilka lat doświadczenia i tysiące wyjeżdżonych kilometrów. To nie kwestia błędów, a świadomości, że się je popełnia i ich poprawiania. Możesz chcieć podnosić rękę byle jak, mając świadomość, że pogarszasz swoje szansę na podwózkę. To Twój świadomy wybór, lenistwo i przywara. Rób jak chcesz, tylko wiedz, że nie zawsze możesz mieć rację. Wiedz również, co z czego wynika, co na co wpływa i co może spowodować, że w ciągu kilku chwil Twoja podróż może stać się nie taka jakiej oczekujesz.

Coś pominąłem?


Dowiedz się również o tym, dlaczego czasem strach przed wyprawą jest większy od wyprawy.